Wiecie jak się czułem? Jak lama w worku.
RSS
środa, 31 października 2007
Harry

harry

Juz za trzy i pól godziny!

Harry Connick Jr.

16:58, jaktheparrot
Link Dodaj komentarz »
Jesień w Val i inne opowiadania

Przez prawie miesiąc nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Czas to naprawić.

Zachód w Val d'Europe - zachód prawdziwy, miejscowość sztuczna.

Wschód w Val d'Europe - wschód prawdziwy, stażysta zaspany

Transport w Val d'Europe - pociąg nieco nieświeży, pasażerowie także

tymczasem w prawdziwym mieście...

Jesień w pełni. Tuleries.

Uczniowie Liceum im. Alexandra Dumasa przy Rue Bobigny uczcili wypadające w ubiegłą środę Międzynarodowy Dzień Dewastacji Mienia Publicznego dekorując fasadę Palais de Tokyo.

Most Aleksandra. Grand Palais. Gołębie. Zimno. Ja chcę ciepłą kurtkę.

00:30, jaktheparrot
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 30 października 2007
Cafe Picouly

Już niedługo pod tym adresem ktoś, kto ma sprawne oko i nie obce są mu zabawy w stylu "gdzie jest wally", będzie mógł wypatrzeć moje plecy, beret albo jakąś inną część ciała.

Wszystko dlatego, że rozpocząłem swoją karierę w świecie telewizji od statystowania podczas nagrania francuskiego odpowiednika Pegaza dla publicznego kanału France 5. Oglądalność kanałów jest odwrotnie proporcjonalna do ich numeracji, więc nie spodziewam się, żeby ludzie nagle zaczęli mi ustępować miejsce w metrze, ale i tak było fajnie.

Trafiliśmy z goszczącym w Paryżu duetem austriacko-czeskim do opisanej w przewodniku starej kawiarni/baru przy ul. Oberkampf. Przed drzwiami stał sympatyczny pan w profesjonalnych słychawkach na uszach, a w środku pełno było kamer.

Jak zwykle w takich sytuacjach wygadana M. nie dość, że zapytała czy możemy wejść i co się dzieję, to jeszcze usłyszała pozytywną odpowiedź oraz informację o tym, że bar jest otwarty.

Statystowanie przy otwartym barze to naprawdę nie jest ciężki kawałek chleba.

23:38, jaktheparrot
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 października 2007
Strefa mroku

Jak juz kilkukrotnie wspominalem, tym co odróznia moje miejsce pracy od wiekszosci konkurentow jest podporzadkowanie doznan opowiadanej wlasnie historii.

O ile atrakcje ze swobodnym spadaniem ma wiekszosc parkow rozrywki na swiecie, to my mamy jednak The Twilight Zone Tower of Terror. ToT robi wielka roznice. Generyczny slupek z siedzeniemi do okola i ToT maja sie do siebie jak Dacia Logan do Galerii Lafayette*.

A bylo to tak. W latach 60ch amerykanska stacji CBS nadawala serial "Strefa Mroku", ktory byl pewnie w jakims sensie proplasta Archiwum X. ToT ma byc dla gosci okazja by trafic do nieznanego wczesniej odcinka tego serialu.

W 1929 roku w Hollywood Tower Hotel, jednym z najznakomitszych hoteli w "Fabryce Snów" w niewyjasnionych okolicznosciach zniknelo piecioro gosci, którzy jechali widna w chwili, gdy piorun trafil w budynek hotelu. Ta tajemnicza sprawa polozyla sie cieniem na reputacji Hollywood Tower Hotel, ktory natychmiast zostal zamkniety. Zapuszczony i tajmemniczy, teraz, po niemal 80 latach, znowu otwiera swoje podwoje dla zwiedzajacych.

W poniedzialek sam mialem okazje zwiedzic hotel, zanim od stycznia beda to mogli robic nasi goscie (na kim lepiej przetestowac  Jeszcze nie wszystko jest gotowe, ale fantastycznie bylo obserwowac ludzi, ktorzy zawodowo mala szczoteczka obsypuja stoliki brydzowe kurzem, podniszczaja kanapy, wyplawiaja zaslony. W hotelu wszystkie przedmioty zostaly, tak jakby porzucono je  w ostatniej chwili. Filizanki, plaszcze, lalka, rekawiczki, parasol. W bibliotece sa setki starych ksiazek, w gigantycznej kotlowni tysiace (prawie) rur, kotlow i zaworow. Nie ma drugiej atrakcji z taka iloscia detali. A to wszystko ZANIM wejdzie sie w Strefe Mroku i spadnie 13 pieter w dol. Nie mowiac o spotkaniu z duchami tych ludzi, ktorzy znikneli w windzie w dwudziestym dziewiatym.

tot


*z cyklu making of: Pierwotna wersja tego zartu brzmiala "Jak fiat 126p do Zlotych Tarasow", ale wybralem cos bardziej miedzynarodowego.

11:58, jaktheparrot
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 21 października 2007
na tego bęc

Czy to naprawdę są wygórowane oczekiwania?

Chciałbym zagłosować na partię, która będzie bronić niezależności trybunału konstytucyjnego i banku centralnego; która będzie zmiejszać dystans władzy i posyłać premiera rejsowymi samolotami; która nie będzie dążyć do militaryzacji szkół; która zagwarantuje światopoglądową neutralność państwa; która zliberalizuje ustawę aborcyjną; która opodatkuje wszystkie grupy zawodowe jednakowo (sorry); której przedstawiciele nie będą odpowiedzialni za strzelanie do robotników, mordowanie księży, czołgi na ulicach; która zadba o wykształcenie niezależnej, kompetentej kadry służby cywilnej; która nie będzie machać szabelką ani wyciągać trupów z historycznej szafy; która będzie wierzyć, że istnieje coś takiego jak wspólny interes członków Unii Europejskiej; która nie wprowadzi opłat za studia; która będzie przekonana, że wielu obszarów działaności państwa nie można powierzyć rynkowi; która wybierze premiera, który będzie mówił płynnie choćby w swoim ojczystym języku i nie będzie pojawiał się publicznie pijany.

Nie ma partii, która spełnia takie kryteria.

Zdecydowałem na kogo głosować dopiero w kabinie. Padło na ryż (?).

Ale i tak wyszło na zero, bo pożyczyłem długopis Pani, która wybrała kartofle.

20:44, jaktheparrot
Link Dodaj komentarz »
"Oh what's in a name!"

Nie wiem jak w Urugwaju, ale w konsulacie w Paryżu było tak:

Robaczyńscy, Witkowscy, Zarzyccy, Tomczakowie głosowali. Adamscy, Jasiakowie, Dębscy i Halusiakowie mieli gorzej. Zjawiłem się pod reprezentacyjnie położoną polską ambasadą o 13.00 i powitał mnie długi ogonek rozmawiających po polsku ludzi. Przez chwilę pomyślałem, że otwierają Media Markt, ale nie! To duch obywatelski się zrodził w narodzie.

Pomyślałem, że może wszyscy przyszli prosto z mszy. Poszedłem do kina i wróciłem późnym popołudniem. Kolejka była taka sama. Ustawiłem się grzecznie i zacząłem czytać "Ucho, gardło, nóż", żeby się pocieszyć, że są gorsze kraje niż Polska.

Pewna mocherowa Pani najwyraźniej nie była na sławnym w pewnych kręgach międzynarodowym projekcie "Private Zone" w Obornikach Śl., bo uważała za stosowne utrzymywać fizyczny kontakt z osobą stojącą przed nią - czyli ze mną. Gdy próbowałem się odsuwać, ona się przysuwała, myśląc, że kolejka rusza do przodu.

Wtedy wyratował mnie pewien pan mówiąc, że jak ktoś ma nazwisko od M do Ź to może iść bez kolejki :) Najwyraźniej jest nas o wiele mnie w Paryżu. Conajmniej 5 razy mniej. Dziwne.

Już w środku byłem świadkiem burdy przy urnie. Dwie Panie, całkiem słusznie, nakrzyczały na członków komisji, że nikt nie stoi przy urnie, w której karty już się nie mieściły i wystawały przez szparę wrzutową, ergo mogłby zostać w każdej chwili wyjęte i zaważyć o wyniku wyborów. Idea słuszna, forma może mniej, ale najbardziej rozwaliła mnie riposta komisji: "Proszę Pani, my tu jesteśmy społecznie i jedliśmy obiadu." oraz "Jak to Polak zawsze musi się wykłócać." Co racja, to racja.

Ale ogółem wyglądaliśmy lepiej niż ci z ostatniego zdjęcia. Jestem podbudowany.

20:26, jaktheparrot
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 października 2007
czarny czwartek: 2 godziny pozniej

Przez ten cholerny strajk bylem w pracy wczesniej niz kiedykolwiek...

11:33, jaktheparrot
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 października 2007
czarny czwartek

Dziś jeudi noir.

Jest 7.10. Czekam na telefon od D., która ma mnie zabrać do pracy naszym firmowym Oplem. Mówiła, że będzie gotowa o siódmej, ale nie dałem się nabrać.

Pracownicy RATP (transportu miejskiego w Paryżu), SNCF (francuskiej kolei), EDG (energetyki), marynarze i deputowani parlamentu wywalczyli sobie kiedyś przywilej, dzięki któremu po 37 latach czegoś tam (stażu pracy?) mogą pójść na coś tam (wcześniejszą emeryturę?).

Reszta sektora publicznego może zrobić to samo po 40 latach. Minister pracy, ktośtam, chcę ten przywilej zabrać, bo obciąża budżet sumą 5 mld euro rocznie. Ale uprzywilejowani pracownicy wyż wym sektorów nie dadzą sobie napluć w twarz.

Dziś jest strajk i nic nie jeździ. Jakbym pracował w mieście to po prostu bym sobie poszedł na piechotę albo wziął veliba, ale moje magiczne zadupie jest 40 km stąd i albo RER albo figa z makiem.

Przeciążona strona ratp.fr siadła już wczoraj wieczoram.

D. nie dzwoni...

07:18, jaktheparrot
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 15 października 2007
Pati Koti

Jest na szczęście w Polsce kilka osób, którym na czymś naprawdę zależy; osób, które dla sprawy gotowe są pójść dalej niż ktokolwiek przed nimi; osób, które urabiają sobie ręcę po łokcie, a w zamian dostają tylko paszkwile w gazetach i zjadliwe komentarze  w internecie. Czy już nikt w (tam)tym kraju nie potrafi zdobyć się na odrobinę wdzięczności?

Jedną z takich dziarskich, płynących pod prąd, bezkompromisowych osób jest Patrycja Kotecka, wicedyrektor Agencji Informacyjnej. "Wymyśla tematy, przynosi przecieki, sugeruje pytania, redaguje teksty. Czasami nawet sama je pisze." Znajduje zagubione taśmy, wydobywa z prokuratury materiały całkiem nie do zdobycia, a w dodatku znajduje czas, żeby przyjrzeć się uważnie każdemu materiałowi. Żadnego reportera, wydawcę czy prowadzącego nie pozostawi samemu sobie. Normalnie złoto nie człowiek! Zuch dziewczyna!

pati koti

Życzymy dalszych sukcesów!

Chociaż cóż jeszcze można życzyć komuś, kto przed trzydziestką zawładnął umysłami milionów? Przespania się z ministrem Orzechowskim i wydawania bezpośrednich rozkazów całej armii?

23:13, jaktheparrot
Link Komentarze (2) »
Biuro wróciło!

Czysty geniusz

20:18, jaktheparrot
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2

Czołówka!