Wiecie jak się czułem? Jak lama w worku.
RSS
piątek, 31 sierpnia 2007
Bachelorette

Życie nie kończy się na Paryżu. Prawdę mówiąc, życie po Paryżu dopiero się zacznie. Może 1/4LC nie dopadł mnie aż tak mocno jak myślałem, skoro sprawilo mi calkiem dużo przyjemności wpisanie do wszukiwarki "kawalerka  Muranow  Powisle".

Potem zaczałem sobie myśleć i kalkulować: kablówka, internet, telefon, karta miejska, prąd, gaz, woda, basen, kurs francuskiego, bilety na pociąg na Dolny Śląsk...

Odkurzacz, żelazko, głośniki, rower...

Już nie było tak wesoło. W smsie z Tart przyszło "Smuteczek".

20:28, jaktheparrot
Link Komentarze (2) »
Wszedł do metra człowiek ze szczurem na głowie

Nikt go nie poratuje. Nikt mu nic nie powie.

Tylko się każdy gapi :D

19:41, jaktheparrot
Link Dodaj komentarz »
Bon jour. Tres, tres bon.

Najpierw okazało się, że mam gdzie mieszkać przez następny miesiąc.

Potem okazało się, że moja dotychczasowa praca nie poszła na marne i że spisałem się dzielnie.

Potem okazało się, że mam masę nadprogramowych kuponów żywieniowych, które wydałem na obiad na placu Bastylii zerkając na przechodniów, odpisując na pozdrowienia z gór.

Potem okazało się, że słuchanie francuzów na przyjęciu urodzinowym wspólokatora jest raczej nudne, gdy rozumie się tylko "je pense que", "avec toi" i ewentualnie inne, nie noszące znaczeń części zdań.

Ale koniec końców - dobry dzień.

W następnej notce będzie o czapce, na widok której milkną rozmowy w paryskich kawiarniach.

00:54, jaktheparrot
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 sierpnia 2007
I moją matkę też
Oprócz ręcznika, żarcia, 17letniego chłopca, moją matkę też obwoziłem po Normandii i Bretanii. kilka ... kawa, jak to było? "Chwile ulotne łapię jak fotka"? Kilka takich chwil i osobliwości.
czwartek, 23 sierpnia 2007
Masakra z włóczki

Gdzieś, na dnie - to tu gdzie jestem NIE MA SŁOŃCA

Na kłopoty Bednarski, na kaszel syrop, na pochyłe drzewo każda koza, a na niepogodę roczna wejściówka do Centrum Pompidou.

Jeden formularz, pożegnanie się z 22 euro i już można się do przesmradzać po wystawach, muzeum, konferencjach, projekcjach, odczytach i innych równie pretensjonalnych rzeczach, wewnątrz tego rozbebeszonego, pretensjonalnego budynku. Zrobię to z ochotą. Mam też plan, żeby w kawiarni Centrum powstały wstęp i zakończenie pracy koronującej mój epizod z socjologią.

masakra

Wstrząsająca jest wystawa Annette Messager, która reprezentując Francję wygrała weneckie biennale. Wstąrzająca w takim sensie w jakim Joanna Brodzik używała tego słowa w "Kasi i Tomku".

Wchodzisz sobie na przykład do sali z powyższego obrazka, a tu pod nogami przejeżdża ci ciągnięte na sznurku przez automat dokolusia pluszowe truchło słonia.

Wypchane zwierzęta z głowami pluszaków też dają radę.nnette wygrała dla Francji weneckie biennale. Bardzo ładna rzecz. Polecamy.

21:25, jaktheparrot
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 sierpnia 2007
Szczypta magii i gotowe

Wychodzi moje szydło z worka. Podgórska napisała właśnie o rzeczach frapujących i społecznie istotnych, a ja oczywiście odniosę się tylko do monstrów sprzed fabryk czekolady.

Jestem płytki. "Tell me something I don't know."

Tu jest pies (Pluto?) pogrzebany. Wycieczki autokarowe do Francji, kto był ten wie, często oferują uczestnikom wybór między dniem w Wersalu albo dniem w Magicznym Królestwie. Jako wykształcony, świadomy kulturowego dziedzictwa swego kontynentu Europejczyk wolałbym pewnie, żeby polskie, czeskie, rumuńskie i węgierskie rodzinki posnuły się trochę po ogrodach i komnatach pałacu podziwiając strzyżone krzaki i woskowane etażerki Ludwika XIVgo. Ale moja rola zawodowa polega na czymś zgoła przeciwnym.

Ktoś zapytałby "Jak sobie radzisz z tym psychologicznym napięciem?". Otóż...

Skupiam się na tym, że wyłączając postacie, turystów i parę średniej urody zakątków, Disneyland jest naprawdę pięknym miejscem. Poza tandetą, kiczem i zgiełkiem jest tam powalająca ilość pieczołowicie zaprojektowanej architektury małej i dużej, krajobrazu i detali, których istnienie mało kto podejrzewa.

W Market House Deli, mojej obecnie ulubionej kafejce na Main Street, upozorowanej na sklep kolonialny z przełomu ubiegłego stulecia, opok telefonicznej centrali stoi stary aparat, którego słuchawki nikt nie podnosi. Jak będziecie kiedyś w okolicy, to posłuchajcie rozmowy, która się tam toczy.

deli

19:42, jaktheparrot
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 20 sierpnia 2007
Franckly speaking

Praca w korporacji wiąże się z różnymi przywilejami, między innymi z całą masą zniżek. Jednym z takich zniżkodawców jest sieciowy salon fryzjerski Franck Provost. Brzmi kontrkulturowo, jest pod biurem, a w dodatku włosy mi urosły.

No to poszedłem.

Może moje zaskoczenie wynika z faktu, że strzygę się u osiedlowego cyrulika, gdzie są dwa fotele, a umyć to sobie można najwyżej ręcę i to najlepiej w domu.

Franck Provos to zracjonalizowana fabryka do robienia włosów. Klientów ubiera się w gustowne fatuchy, które na ramieniu mają kieszonki. W kieszonce siedzi kartka, na której kolejne osoby z salonowego łańcucha zapisują postęp prac nad twoim uczesaniem. Ometkowany i opieczentowany klient Francka Provosta czuje się jak podstęplowywany na kolejnych etapach produkcji kurczak, którego przenosi się z miejsca na miejsce, żeby się odleżał i przegryzł. Najpierw czeka się w dwóch różnych miejscach i nie robi nic. Potem idzie się umyć głowę (z masażem mmm...). Do wyboru szampon normalny i jakiś, którego opisu nie zrozumiałem, więc wybrałem bramkę numer jeden. Na czwartym fotelu dochodzi wreszcie do ścięcia włosów, nałożenia różnych rzeczy, których nie umie się odmówić się po francusku. Przy kasie ktoś wyjmuje ci z rękawa kartkę i podlicza za usługi.

Odczarowywanie świata dosięgnęło pielęgnacji skóry głowy.

franck

20:34, jaktheparrot
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 sierpnia 2007
Ściana płaczu (że takiej nie mam)

Post show jednej z dwóch ulubionych atrakcji w WDS składa się z rozmaitych stanowisk i gablotek z animacyjnymi artefaktami jak rzeźby, "concept arty", storyboardy itp. Każde stanowisko ma ilustrować jakiś etap powstawania filmu animowanego. Są naprzykład budki, w których można samemu zdubbingować fragmenty filmów. Ale mnie zawsze najbardziej kręci dekoracja jednej ze ścian, która w naciągany sposób ma mówić o tym jak ważny w animacji jest kolor, jak wpływa na nastrój i emocjonalną wymowę scen, a przez to na samą narrację.

Wygląda to mniej więcej tak:

Ile filmów rozpoznaliście?

19:02, jaktheparrot
Link Komentarze (1) »
Znowu szczur! Tym razem piżmowy.

piżmak

Piżmak, który przepłynął wartkim japońskim strumieniem w Giverny zainspirował tę rozmowę:

- Nie wiesz, co to jest piżmak? Nie oglądałaś nigdy... tego... no...

- ???

- Takiej polskiej kreskówki. Leciała w Dobranocce jak byliśmy mali. Tam był taki piżmak i bóbr. I bóbr miał rodziców. Wiklinowa Zatoka... nie... Cośtam z Wiklinowej Zatoki.

- Koszyk?

18:36, jaktheparrot
Link Komentarze (1) »
O jednego malarza mniej

Claude Monet zaliczony. Do końca życia nie muszę mieć z nim do czynienia.

Widziałem jego obrazy, jego ogród, jego sypialnie, jego garnki, jego mostek, jego staw, a na końcu jego grób. Będzie tego.

18:30, jaktheparrot
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3

Czołówka!